Noumen. Grają, bo muzyka jest ich nałogiem

Cztery osoby, własne kompozycje, trzy wydawnictwa i muzyka, której trudno przypisać jedną etykietę. Noumen z Tarnowskich Gór nie próbuje udawać zawodowego zespołu. Po prostu chce grać – i robi to coraz bardziej świadomie. Zaczęło się od muzyki. Potem pojawiły się próby, pierwsze koncerty, własne utwory, nagrania i w końcu płyty.

Dzisiaj Noumen ma już na koncie DEMO 2020, album AL’A z 2022 roku oraz najnowszy materiał Akustyczne, wydany w 2026 roku. Pierwszy koncert przed publicznością zespół zagrał podczas finału WOŚP w Tworogu w 2021 roku. Później były kolejne występy – między innymi w Tarnowskich Górach, podczas Dni Kalet, w Tworogu i w Dębowej Barci.

Obecny skład to Edyta Krętkowska – wokal, Wojtek Kubica – gitara, Damian Potempa – gitara basowa oraz Michał Wieczorek – perkusja. Edyta jest z Tarnowskich Gór, Wojtek mieszka w Ożarowicach, Michał związany jest ze Strzybnicą, a Damian od lat związany jest z Tworogiem, mieszka w Brynku.

Nie są zawodowymi muzykami. Wszyscy są w zasadzie samoukami, choć mają za sobą również doświadczenia w innych projektach. Damian gra także w orkiestrze, a z Michałem od lat tworzą sekcję rytmiczną. I chyba od tego trzeba zacząć, żeby dobrze zrozumieć Noumen. Oni nie próbują zrobić z grania zawodu. Po prostu lubią grać. I najwyraźniej bardzo trudno im się z tym rozstać.

Gdzie właściwie umieścić Noumen?

To pierwsze pytanie, które przychodzi do głowy po wysłuchaniu ich muzyki. Rock? Owszem. Blues? Jest. Funk? Momentami zdecydowanie. Jazz? Też, choć sami muzycy nie bardzo chcą nazywać siebie zespołem jazzowym. Fusion? Jak najbardziej. A może po prostu soft rock? To chyba najbezpieczniejsze określenie, choć również nie wyjaśnia wszystkiego.

My lubimy właśnie fusion, lubimy ten blues, funk, jazz tak wymieszać w jakimś kotle i to w tej naszej postaci zagrać – mówi Damian.

I chyba rzeczywiście nie ma większego sensu na siłę ich szufladkować. W muzyce Noumen jest rockowa podstawa, bluesowe frazowanie, funkowy puls, a miejscami także jazzujące harmonie i większa swoboda w prowadzeniu partii instrumentalnych. Nie chodzi przy tym o popisywanie się techniką. Bardziej o klimat i o to, jak te cztery osoby ze sobą grają.

Dużo robi tutaj wokal Edyty Krętkowskiej. Jej mocny, ciemniejszy głos od razu odsuwa muzykę Noumen od typowego gitarowego rocka. Jest w nim coś z soulu, trochę jazzu, ale przede wszystkim własny charakter. Damian sam zwraca uwagę, że właśnie głos Edyty był jednym z elementów, które wpłynęły na kierunek muzyczny zespołu.

Mniej instrumentów, więcej odpowiedzialności.

Noumen gra bez klawiszy, w podstawowym składzie są wokal, gitara, bas i perkusja. Niby nic niezwykłego, taki skład zna każdy, kto choć trochę interesuje się rockiem. Ale przy czterech instrumentach nie ma się gdzie schować. Każdy musi zrobić swoje, a jednocześnie zostawić miejsce pozostałym.

Lubię taki skład. Im mniej instrumentów, tym więcej ma każdy do zrobienia – mówi Damian.

I coś w tym jest.

Szczególnie ciekawa jest współpraca Wojtka Kubicy i Damiana Potempy. To oni odpowiadają za dużą część muzyki. Czasem ktoś przynosi gotowy pomysł, czasem kilka akordów albo linię melodyczną a potem utwór trafia na próbę i zaczyna się właściwa praca. Nie zawsze wiadomo od początku, co z tego wyjdzie.

I chyba dobrze.

Bo Noumen nie działa według zasady, że jedna osoba przynosi gotową piosenkę, a pozostali mają ją tylko odegrać. Każdy dokłada coś od siebie. Aranżacja powstaje podczas wspólnego grania. W efekcie utwór, który zaczynał się od prostego pomysłu, po kilku próbach może już wyglądać zupełnie inaczej.

To po prostu się działo

W rozmowie z Damianem pojawia się historia, która chyba najlepiej pokazuje, czym jest muzyczne porozumienie.

On i Wojtek przynieśli kiedyś na próbę własne pomysły. Okazało się, że oba były w tej samej tonacji.

Wojtek zaczyna grać swoje. Ja mówię: „Wojtek, w czym ty grasz?”. On mówi: „No generalnie tam G…”. Ja mówię: „Ty, mój numer jest też w G. To czekaj, ja zagram tę moją linię basu”. I zaczęliśmy grać i to po prostu się działo.

Tak powstał „Krzyk” – instrumentalny utwór, który znalazł się na płycie. Co ciekawe, linia basu praktycznie nie wymagała później zmian. Nikt wcześniej nie planował wspólnego utworu. Po prostu dwa niezależnie powstałe pomysły nagle zaczęły do siebie pasować.

To było takie zdarzenie, właśnie wtedy pomyślałem sobie, że z Wojtkiem mamy jakieś takie porozumienie muzyczne.

Takiego porozumienia nie da się wyćwiczyć z podręcznika. Ono przychodzi z czasem, po wielu próbach i wspólnym graniu. W pewnym momencie człowiek zaczyna wiedzieć, co zrobi drugi muzyk, zanim ten jeszcze to zagra.

Damian mówi o tym jeszcze prościej:

Do mnie muzyka jest nałogiem.

I to właściwie wyjaśnia bardzo dużo.

„Akustyczne” – pięć utworów i trochę inna twarz zespołu

Najnowsze wydawnictwo Noumen zaczęło się od jednego instrumentu. Damian kupił akustyczny bas. Po części dlatego, że niektóre wykonania Orkiestry Dętej prosiły się o takie brzmienie – szczególnie podczas gry w kościele. Zaczął z nim eksperymentować w domu, a później razem z Wojtkiem sprawdzili, jak zabrzmią wcześniejsze kompozycje zespołu w wersji akustycznej. Pomysł spodobał się na tyle, że postanowili go nagrać.

Tak powstało Akustyczne – pięć utworów. Cztery są akustycznymi wersjami wcześniejszych kompozycji, jeden jest nowym, instrumentalnym numerem.

Zmiana instrumentarium sporo tutaj robi. Kiedy odejmiemy część rockowego ciężaru, lepiej słychać samą konstrukcję utworów: melodię, harmonię i wzajemne reagowanie na siebie muzyków. Materiał robi się bardziej kameralny i spokojniejszy, ale nie traci charakteru. To zresztą nie był wyłącznie eksperyment artystyczny. Taka formuła daje zespołowi możliwość grania w miejscach, gdzie pełny skład rockowy niekoniecznie by się sprawdził – w małej sali, klubie czy restauracji.

Chcieliśmy takich kilka twarzy pokazać, że coś tam potrafimy – mówi Damian.

I chyba właśnie o to chodziło.

Domowe studio, własnymi rękami

Noumen swoje nagrania robi sam.

Mają domowe studio i sami zajmują się zarówno nagrywaniem, jak i produkcją. To oznacza sporą swobodę, ale również konieczność nauczenia się rzeczy, które nie mają wiele wspólnego z samym graniem na instrumencie. Miks, ustawianie mikrofonów, obróbka nagrania, poprawianie tego, co nie wyszło – tego wszystkiego trzeba się nauczyć.

Damian nie ukrywa, że nie wszystko jest jeszcze zrobione idealnie.

Wiadomo, że może tam profesjonalista by coś tam zauważył i skorygował, ale w sumie to zadowoleni jesteśmy. Zawsze może być lepiej, ale idziemy do przodu.

To chyba rozsądne podejście.

Słychać, że Akustyczne nie powstało w profesjonalnym studiu z całym zespołem realizatorów i producentów. Niektóre rzeczy można byłoby dopracować, a doświadczenie studyjne z pewnością przyjdzie z kolejnymi nagraniami.

Tylko że Noumen właśnie tego doświadczenia chce nabierać.

Wolę to poznać, potknąć się kilka razy i się czegoś nauczyć – tłumaczy Damian.

Może to trochę dłuższa droga, ale za to wiadomo, czyja to jest muzyka i kto podejmuje decyzje.

Najpierw granie, potem teoria

Wszyscy członkowie Noumen są w zasadzie samoukami.

Damian opowiada o dość zabawnej sytuacji. Kiedy zaczął grać w Orkiestrze Dętej Tworóg musiał zainteresować się teorią muzyki. I okazało się, że wiele rzeczy, które wcześniej robił intuicyjnie, po prostu miało swoje fachowe nazwy.

Im głębiej w teorię, tym bardziej się okazało, że rzeczy, które grałem, to po prostu w teorii się tylko nazywają.

To dość typowa droga dla muzyka, który zaczyna od słuchania i grania, a dopiero później próbuje nazwać to, co właściwie robi.

Nie oznacza to jednak muzycznego chaosu. Wręcz przeciwnie. Muzycy dużo słuchają i dużo ze sobą grają. Ich muzyczna świadomość budowała się przede wszystkim podczas prób i koncertów. Być może właśnie dlatego nie mają potrzeby trzymania się jednej stylistycznej instrukcji.

Pięć koncertów zamiast pięćdziesięciu

Noumen nie ma planu, żeby zostać zespołem zawodowym.

Każdy z muzyków ma pracę, rodzinę i swoje obowiązki. Damian dodatkowo gra w orkiestrze. Dlatego nie chodzi im o to, żeby przez cały rok być w trasie.

My tak lubimy pograć pięć koncertów rocznie, zrobić jakiś fajny – mówi Damian.

I właściwie trudno się z tym nie zgodzić.

Nie każdy zespół musi od razu myśleć o wielkiej scenie, trasie koncertowej i karierze. Czasem ważniejsze jest, żeby mieć kilka występów, na które naprawdę czeka się z przyjemnością. Tym bardziej że dla zespołu takiego jak Noumen koncert nie jest tylko odtworzeniem tego, co zostało nagrane. Ich muzyka daje miejsce na reagowanie na siebie, a tego nie da się do końca zaplanować.

Teraz czas znowu wyjść na scenę

Noumen ma już kilka lat historii. Był pierwszy koncert podczas WOŚP w Tworogu, później kolejne występy, własne nagrania, AL’A, a teraz Akustyczne. Były koncerty w Tarnowskich Górach, Kaletach, Tworogu i Dębowej Barci. Były również inne muzyczne projekty, w których spotykali się poszczególni członkowie zespołu.

Teraz chcą wrócić do częstszego grania.

Planowany jest również koncert w naszej okolicy. Kolejne informacje powinny pojawiać się wraz z przygotowaniami do wydarzenia.

Jeżeli ktoś zna Noumen tylko z nagrań, warto zobaczyć ich na żywo.

Nie wszystko musi być perfekcyjne

Po wysłuchaniu Akustycznego można wskazać wiele rzeczy, które zespół ma jeszcze przed sobą. Produkcja nagrań może być lepsza. Niektóre partie można dopracować. Z czasem zapewne pojawi się również większa swoboda w pracy studyjnej. Osobiście miałbym też trochę uwag do tekstów, w szczególności – mniej oczywistości, więcej poezji.

Tyle że sami muzycy doskonale o tym wiedzą.

I właśnie to jest w ich historii ciekawe.

Noumen nie udaje zespołu, który osiągnął już swój docelowy poziom. Są w drodze. Uczą się grania, kompozycji, aranżacji, a także nagrywania i produkcji. Nie próbują też na siłę kopiować jednego wykonawcy czy jednego gatunku. Najważniejsze jest chyba to, że mają już własne utwory i własny sposób wspólnego grania.

Dużo rzeczy może nam ktoś zarzucić, ale zawsze mogę powiedzieć, że to jest nasza płyta. Myśmy ją skomponowali, nagrali i wyprodukowali.

Trudno się z tym nie zgodzić.

Posłuchajcie i wyróbcie sobie własne zdanie

Nie będę przekonywał, że Noumen spodoba się każdemu.

Jeżeli ktoś oczekuje prostego, mocnego rocka, może uznać ich muzykę za zbyt spokojną albo zbyt mocno zmieszaną z bluesem, soulem czy jazzem. Jeżeli ktoś szuka klasycznego jazzu, znajdzie tu z kolei za dużo rocka.

I dobrze.

Bo Noumen nie próbuje być zespołem dla wszystkich. Ma własne kompozycje, charakterystyczny wokal, ciekawą sekcję rytmiczną i muzyków, którzy najwyraźniej dobrze czują się w swoim towarzystwie. Ma też świadomość, że jeszcze sporo przed nimi.

I chyba właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej sympatyczne.

Cztery osoby spotykają się, żeby pograć. Z tych spotkań powstają utwory. Utwory trafiają na płyty. Płyty prowadzą do koncertów. A potem wszystko zaczyna się od początku.

Bez wielkich deklaracji.

Bez udawania, że za chwilę podbiją polską scenę.

Po prostu dalej grają.

I skoro Damian mówi, że „muzyka jest nałogiem”, to można przypuszczać, że szybko z tego nie zrezygnują.

I bardzo dobrze.

Bo z zespołami jest trochę tak, że nigdy nie wiadomo, w którym momencie zwykłe granie dla przyjemności zaczyna przeradzać się w coś naprawdę własnego. Noumen jest jeszcze w tej drodze.

Warto zobaczyć, dokąd ich zaprowadzi.